Organizator

Honorowy Patronat
Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii

Patronat

Partner strategiczny

Partner merytoryczny,
Audytor konkursu

Partner

Artykuł_8: Bez nauki i ryzyka polska lista innowatorów będzie pusta
25.09.2018

 Grzegorz Balawender

POTRZENE SĄ ZNACZNIE WIĘKSZE NAKŁADY NA NAUKĘ I OBUDZENIE DUCHA PRZEDSIĘBIORCZOŚCI POLAKÓW, JEŻELI CHCEMY MIEĆ ZNACZĄCE NAZWISKA NA LISTACH INNOWATORÓW. 

Ważne jest też przyzwolenie na ryzyko, że coś może się nie udać. Bez tego, za 100 lat, lista polskich innowatorów może nie zawierać żadnych nazwisk. To wnioski z debaty „Rzeczpospolitej” „Polscy innowatorzy. Dorobek–losy–spuścizna” przeprowadzonej w ramach projektu Orły Innowacji.

WYNALAZCA TO JESZCZE NIE INNOWATOR 

Wynalazca niekoniecznie musi być innowatorem, bo elementem innowacji jest wdrożenie. Dr Małgorzata Starczewska- -Krzysztoszek z Uniwersytetu Warszawskiego przypomniała, że na 100-lecie ustanowienia Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej została wydana książka z sylwetkami 100 polskich wynalazców, którzy w większości byli innowatorami. – W totalnej większości to są osoby, które funkcjonowały poza Polską, a nawet urodziły się w polskich rodzinach poza Polską – mówiła. Oceniła, że to, iż wielu innowatorów funkcjonowało poza Polską, wynika w dużej mierze z naszej historii. – Historia mocno odbiła się na tym, czym możemy się pochwalić – mówiła. Obrazu dopełnia fakt, że na 1,3 mln zgłoszeń w ciągu 100 lat udzielono tylko 303 tys. patentów. Prowadzący debatę red. Marcin Piasecki z „Rz” przypomniał, że w XIX w. Łódź została wymyślona przez Stanisława Staszica i jego zespół. Wszystko sparametryzowano, starannie dobrano teren i wzięto pod uwagę ówczesną koniunkturę, żeby to działało. Nasze warunki historyczne sprzyjały jednak zapomnieniu takich polskich innowatorów. Zgodził się z tym Bartosz Sokoliński, dyrektor Biura Rozwoju i Innowacji ARP. – Łódź to trochę XIX-wieczna Dolina Krzemowa – mówił. Zaznaczył, że w PRL-owskich innowacjach trudno jest znaleźć autora, bo nie pracowało się dla siebie, tylko dla kraju. Warto się chwalić tym, co było kiedyś, ale warto też patrzeć w przyszłość. Dlatego do polskich innowatorów Sokoliński zaliczył Olgę Malinkiewicz, młodą fizyczkę, wynalazczynię taniej metody wytwarzania ogniw słonecznych na bazie perowskitów. – Jest parę osób w technologiach kosmicznych. Np. Rafał Modrzewski stworzył mikrosatelitę radarowego, przełom w technologiach kosmicznych – wyliczał. Niedosyt polskich innowatorów widzi również Izabela Żmudka, zastępca dyrektora NCBR. – Niedosyt postrzegam pozytywnie. Z niedosytu bierze się głód. A jak jest w nas głód, to mamy impuls do szukania – mówiła. Szansą jest to, że nie mamy za wielu obciążeń i bez balastu możemy wejść w przyszłość. W niektórych branżach mamy premię niedorozwoju, jak w bankowości. Przeskoczyliśmy np. bardzo szybko do bankowości elektronicznej, bo nie mieliśmy historii związanej z czekami. Żmudka oceniła, że rozwój innowacji będzie się rozwijał jak funkcja logarytmiczna. – Na początku jest powoli, ale przyjdzie moment, kiedy wystrzelimy w górę. Dajmy szansę naukowcom i swojej cierpliwości – apelowała. Jej zdaniem, mając tak genialnego bohatera jak Ignacy Łukasiewicz, zbyt mało go promujemy. To przykład innowatora, który odniósł sukces finansowy. Działał w czasach, kiedy nie było Polski. Był też patriotą, który angażował się w walkę o niepodległość. – Jest świetnym przykładem, bo wynalazł coś na skalę światową (destylację). Potem poszedł w coś, czego nie było, czyli oświetlenie. Na koniec rozwinął górnictwo naftowe – wyliczyła Żmudka. Oprócz tego zakładał kasy zapomogowe, szpitale, szkoły, inwestował w kulturę. – W świadomości społecznej nie mamy wyobrażenia, że to był aż tak pozytywny bohater – stwierdziła. Jest projekt ustawy, który zakłada powstanie Sieci Badawczej: Łukasiewicz. Może pomóc rozsławić tego człowieka i dać Polakom poczucie, że jesteśmy ludźmi, którzy nie tylko mają dobre pomysły, ale także odnieśli sukces ekonomiczny.

OBUDZIĆ DUCHA PRZEDSIĘBIORCZOŚCI

- Ważne jest, żeby wynalazek naukowy miał jak najszybciej wdrożenie biznesowe – podkreślał Artur Kulesza, dyrektor departamentu relacji z inwestorami w Banku Millennium. Przypomniał, że w czasach PRL Jacek Karpiński, genialny wynalazca, dużo wcześniej niż Steve Jobs i Steve Wozniak wynalazł komputer osobisty. – Tylko co z tego, kiedy w tamtych czasach nie mogło to być skomercjalizowane – stwierdził. Kiejstut Żagun, dyrektor, szef zespołu innowacji, ulg i dotacji w KPMG w Polsce, zaznaczył, że w dzisiejszych czasach innowacja to sukces na rynku i marketingowanie swojego sukcesu. – Np. Raytheon, kojarzony z patriotami, na Facebooku w przystępny sposób pokazuje, jakie ma supertechnologie. To jest wychodzenie i budowanie szerszej wizji swojej marki – tłumaczył. – Żeby była innowacja, musimy mieć sukces. Żeby był sukces, musimy mieć wdrożenie. Z wdrożeniem związany jest duch przedsiębiorczości – dodał Żagun. Czasami przedsiębiorczość nie do końca jest konotowana z innowacją, ale to jest bardzo ważny jej element. Ubolewał, że większość młodych ludzi po studiach nie chce zakładać swojej działalności. Dla nich marzeniem jest etat w korporacji. – To się powoli będzie zmieniać. Jak będziemy mieli coraz więcej ducha przedsiębiorczości połączonego z myślą technologiczną, to będziemy mieli coraz więcej innowacji – ocenił. Dr hab. inż. Wojciech Domitrz, prof. PW, dziekan Wydziału Matematyki i Nauk Informacyjnych Politechniki Warszawskiej, zauważył, że brak kultury innowacji zrzucamy na to, że straciliśmy niepodległość. – Ale straciliśmy niepodległość, bo byliśmy krajem zacofanym w porównaniu z naszymi sąsiadami – stwierdził. Polska z wielkiej potęgi w czasach Jagiellonów stała się krajem zacofanym. Nie położyliśmy nacisku na badania naukowe. – To była przyczyna naszego upadku – ocenił Domitrz. Jako przyczynę niedostatku innowacji wskazuje też brak nakładów na edukację i naukę. Jeśli Polska drastycznie nie zwiększy tych nakładów, to wspomniana na początku księga za kolejne 100 lat będzie pusta. – Popełniliśmy kolosalny błąd po odzyskaniu niepodległości w 1989 r. Nie zwiększyliśmy nakładów na edukację i naukę. Bazowaliśmy na taniej sile roboczej. Teraz doszliśmy do wniosku, że już tak się nie da, ale zaprzepaściliśmy 20 lat – tłumaczył profesor. – Kraje, które teraz nie zainwestują, po prostu zginą, przestaną istnieć – dodał. Domitrz zaznaczył, że powinniśmy inwestować w nauki, które nie wymagają dużych nakładów. – Harvard ma większe nakłady na naukę, niż wydaje na nią cała Polska. To o czym my marzymy? – pytał. – Potrzebne są pieniądze, które spowodują, że zupełnie inaczej podejdziemy do systemu nauczania. Do współpracy, zadaniowego trybu pracy. Na amerykańskich uczelniach mamy zadania. To się liczy, a nie wykuwanie – uzupełnił Żagun.

NADCHODZĄ POKOLENIOWE ZMIANY

Dr Starczewska-Krzysztoszek podkreśliła, że system edukacji powinien być już dzisiaj spersonalizowany, bo są ku temu narzędzia. Powinien być też zbudowany na interdyscyplinarności i pracy zespołowej. Przypomniała, że ciągle mamy folwarczny styl zarządzania, ale upatruje szansy w zmianie pokoleniowej w przedsiębiorstwach. – Rozumieją, że nie wystarczy wytworzyć, a do sukcesu kluczowe jest sprzedanie – mówiła. Zaznaczyła, że wiele mogą zmienić proste regulacje. W Polsce na agendzie jest np. projekt ustawy o prostej spółce akcyjnej. – Ministerstwo pozytywnie odpowiedziało na propozycję, żeby zapisać tam możliwość wykorzystania blockchainu – mówiła panelistka. Innowacje zawsze wiążą się z wyższym ryzykiem niż zwykłe ryzyko biznesowe. – Nie mogą ryzykować tylko przedsiębiorcy, ale wszyscy musimy zacząć akceptować to ryzyko – apelowała doktor UW. Oceniła jednak, że Polacy generalnie boją się ryzyka. Kulesza ripostował, że pewna akceptacja ryzyka chyba w Polsce jednak jest. – Spójrzmy na udział funduszy inwestycyjnych do depozytów. Jesteśmy bliżej Stanów Zjednoczonych niż Niemiec, gdzie ludzie są dużo bardziej konserwatywni, trzymają pieniądze w banku – tłumaczył. Zaznaczył, że jak pojawi się jakiś dobry pomysł wynalazczy, który ma szansę na wdrożenie, to pieniądze się znajdą. Przedstawicielka NCBR widzi, gdzie jest słabość naszego całego ekosystemu związanego z innowacjami. – Środków w tej perspektywie finansowej mamy jeszcze sporo. Chcielibyśmy je jak najszybciej uruchomić, ale projekty, które do nas wpływają, nie są na takim etapie, żeby móc każdy dofinansować. Brak w nich projektów przełomowych. Najczęściej nie są to badania przemysłowe, tylko prace rozwojowe, które coś udoskonalają. Przedsiębiorcy twierdzą, że duży problem jest w tym, iż instytucje, które kontrolują ich i nas, nie mają akceptacji na ryzyko. To jest największą naszą bolączką, nad tym powinniśmy pracować – tłumaczyła Żmudka. Projekty przełomowe są jednak obarczone największym ryzykiem. – Akceptacja ryzyka to nie jest przyzwolenie na łamanie prawa. Projekty badawczo-rozwojowe to projekty ryzykowne. Musi być przyzwolenie na to ryzyko w ramach istniejącego prawa – zaznaczyła.